Autor: Paradoks
Korekta: Serena
Jakoś długo nie miałem zupełnie pomysłu, co by tu napisać w charakterze niezapomnianej sesji ( Karnawał Blogowy RPG ). Zresztą to, co niezapomniane z reguły jest dość osobiste i dla osób postronnych może okazać się mało interesujące. Jakoś tak cały czas chodziły mi po głowie różne sesje rozgrywane na żywo, z jakiegoś powodu zupełnie zignorowałem fakt, że przez sesje można rozumieć przecież także gry rozgrywane w inny sposób. Jest to tym dziwniejsze, że zajmujemy się tutaj przecież blogiem powiązanym z jedną ze starszych, polskich stron sprofilowanych właśnie na gry play by forum…
Będzie zatem o PBF. Mają one swoich zaciętych wrogów oraz oddanych zwolenników, idę o zakład jednak, że wielu wrogów pojawiło się na fali wysypu w Internecie różnych bardzo miernych rozgrywek, od czytania których rzeczywiście aż zęby mogą rozboleć. Pomyślałem sobie, że Karnawał Blogowy może być doskonałą okazją do zaprezentowania sesji, które warto sobie poczytać – jest to przy okazji zwrócenie uwagi na jedną z zalet PBF – sesje zostają, można do niech wrócić i nie ma problemu z tym, żeby trzeba było wrabiać jakiegoś frajera w robienie notatek.
Chodzi o Imperium w Płomieniach. Pod koniec września 2006 roku rozpoczęła się sesja fabularno-strategiczna w realiach warhammerowego Starego Świata, zainicjowana przez Bounty’ego i prowadzona przez niego do spółki z drugim MG, Nadrilem. Dziewięciu graczy stanęło na czele prowincji Imperium, by po śmierci Cesarza walczyć o tron w Altdorfie – do wyboru mieliśmy Middenheim z Nordlandem, Ostland, Middenland, Talabekland z Talabheim, Reikland, Stirland z Sylvanią, Averland, Sudenland, Ostermark. Gracze wcielali się w postacie wiodące prym w tych prowincjach – najczęściej grafów, książąt i diuków – elektorów, ale były też dwa wyjątki: Marszałek armii Imperium, elektorem nie będący, ale mający ambicje oraz oddaną armię, aby je poprzeć; oraz dyktator rozpętanej w Sudenlandzie Rewolucji, która obaliła rządzącą elektorkę, oddając władzę w ręce Ludu (w osobie reprezentującego Lud dyktatora, rzecz jasna). Hochland oraz Nuln zachowywały neutralność, z adnotacją, że w sprzyjających okolicznościach mogą opowiedzieć się po tej, czy tamtej stronie konfliktu, zależnie od swoich interesów (o czym w przypadku Nuln przekonałem się osobiście i bardzo boleśnie). Imperium podzielone zostało na prowincje, te z kolei na obszary, charakteryzujące się zróżnicowaną ludnością, dochodami z handlu czy rzeźbą terenu. Zasady rozgrywki były uproszczone, jednak konkretne – wszystko, tak naprawdę, sprowadzało się do pieniędzy, czy to szkolenie i żołd zaciężnych, utrzymanie powołanej milicji, produkcja uzbrojenia albo zatrudnianie najemników wymagało wypłacenia ze skarbca złotych koron, które płynęły z kontrolowanych prowincji w formie kontrybucji, podatków, ceł. Ważna też była żywność, chociaż w świecie gry upłynęło zbyt mało czasu, aby głód na poważnie zajrzał mieszkańcom Imperium w oczy. Walka zaś w największej mierze opierała się na ustaleniach prowadzących, którzy nie ujawniali mechanicznych bebechów systemu – zamiast tego gracze opierać się musieli na logice i własnym rozeznaniu oraz, oprócz samej liczebności oddziałów, ledwie kilku cyfrowych współczynnikach, takich jak morale czy doświadczenie. Wiadomo było, że pikinierzy służą do walki z kawalerią i mają nad nią ogromną przewagę, jednak nie było już pewne czy ustoją wobec szarży doborowego rycerstwa, tutaj wiele już zależało od morale i doświadczenia po obu stronach, w końcu cóż z tego, że nastawiają piki, jeżeli połowa rzuci je w ostatniej chwili w panicznej ucieczce… Znacznie pomagało to we wcieleniu się w rolę wodza, który także przecież nie zna “współczynnika ataku” swoich żołnierzy, wie za to, czy mają wysokie czy niskie morale i wyszkolenie, dobry lub słaby pancerz oraz jaką bronią walczą.
Gra obfitowała w zwroty akcji i mnóstwo emocji, prowadzącym Mistrzom Gry oraz Graczom we wspaniały sposób udało się połączyć aspekty strategiczne rozgrywki ze zwykłym dla “normalnych” gier odgrywaniem postaci. Wydarzenia podawane były w sposób sfabularyzowany, były bitwy, były wieści, szpiegostwo, dyplomacja, plotki. Dograliśmy ledwie pół roku w świecie gry, jednak były to miesiące obfitujące w wielkie zdarzenia – od konsekwentnego pochodu na południe w wykonaniu Tassenicka z Ostlandu oraz Todbringera z Middenheim, po szaloną i okrutną, ideologiczną wojnę na południu, między zbuntowanym Sudenlandem a kontrrewolucyjnym księciem Ruprechtem z Averland. Oprócz sensowności rozstrzygnięć, dużej wiedzy historycznej (gra rozgrywała się w klimatach low-magic, a większość zagadnień wojskowych była analogiczna do realiów historycznych) i sporej fachowości arbitrów (nie zdarzyło się chyba, żeby przegrani oponowali w przypadku porażki; co nie znaczy oczywiście, że nie biadolili) do zalet gry zaliczyć można wątki fabularne, które wymagały ogromnego nakładu pracy – odpisy dla poszczególnych graczy, często w formie kronik lub małych opowiadań, zajmowały nieraz po kilkanaście stron A4! Odpisy niektórych graczy również imponowały objętością.
Dla wszystkich uczestników oraz dla obserwatorów nie biorących bezpośredniego udziału w rozgrywce, dostępny był temat Wieści, w którym umieszczano sfabularyzowane, pochodzące z różnych źródeł ogólne wieści nadchodzące ze wszystkich stron ogarniętego wojną domową Imperium, oczywiście spóźnione o około miesiąc w stosunku do właśnie trwających wydarzeń. Od tego tematu właśnie warto zacząć zapoznawanie się z Imperium w Płomieniach, oto coś na zachętę:
1 marca, Anno Sigmari 2514
Zima miała się ku końcowi. W ostatnich dniach lutego, nawet na południu, wróciły jeszcze mrozy lecz był to już ostatni akt zimy. Coroczny rytm natury był nieubłagany. Na południu w początkach marca, a na północy jakiś tydzień później, zaczną się roztopy. Śnieg będzie topniał, najpóźniej w drugiej połowie miesiąca znikając zupełnie. Górskie strumienie zamienią się w rwące rzeki a wezbrane dzięki nim rzeki wystąpią z brzegów, kulminacyjny stan osiągając w trzecim tygodniu marca. Przez dwie trzecie miesiąca brody będą niedostępne a w rozmiękłej ziemi będą grzęznąć wozy i konie ciężkiej jazdy.
Słońce będzie grzać częściej i cieplej. Na drzewach wykwitną pierwsze pączki, obudzą się ptaki. Ziemia odmarznie pod jare zasiewy. Wiosnę ludzie w Imperium zawsze witali z entuzjazmem, długo wyczekując końca zimy. Lecz w tym roku było inaczej. Wiosna była tradycyjnym początkiem kampanii wojennych. Oczekiwaniu będzie towarzyszył strach, że wraz z ustąpieniem mrozów skończy się pokój. Przynajmniej tam gdzie działania jeszcze się nie zaczęły. W niektórych bowiem krainach imperium mimo mrozów zapłonęły wici i wymaszerowały armie. Najgoręcej było zaś na południu…***
- Loningbruck oblężone! – Taka wieść wstrząsnęła w połowie stycznia averheimskim dworem.
Armia zwana przez Sudenlandczyków Wielkim Taborem z początkiem stycznia przekroczyła Reik wuppertalskim mostem i wkroczyła w granice Averlandu, maszerując prosto na Loningbuck. Do jedynych starć doszło między sudenlandzkimi podjazdami a rycerstwem, częścią milicji i strażą dróg obszaru. Hrabia Manfred Lothar von Shattenburg wobec przewagi Sudedlandczyków nie zdecydował się przyjąć walnej bitwy. Zebrał za to wszystkie siły jakie zdołał i zamknął się za murami miasta. Obrońcy liczyli sobie mniej niż setkę rycerstwa, kilkuset chłopskiej milicji i dwustu zbrojnych mieszczan. Do tego dochodziło około półsetki straży miejskiej i podobna liczba strażników dróg. Łącznie blisko tysiąc ludzi. Część sił obszaru, które nie zdążyły się schronić w murach Loningbruck zebrał pod Osich charyzmatyczny szlachcic, Edgar von Tull. Niestety Loningbruck nie miało zbyt silnych umocnień. Za to sudenlandczycy mieli silną artylerię i nawet ich lekkie falkonety mogły skruszyć miejskie mury. W Wielkim Taborze szło wielu dawnych żołnierzy armii baronowej Etelki, i ochotników którzy zasmakowali w wieszaniu szlachty do tego stopnia, że postanowili zająć się tym na stałe. Rewolucjoniści prowadzili ze sobą prawie setkę wozów, w tym część dziwacznych, wyglądających jak drewniane blanki murów a nawet wiozących falkonety i organki. Ósmego stycznia byli od miasta o dwa dni drogi.Równie chmurne wieści dobiegły kilka dni później z wschodniego Sudenlandu, z rejonu Ufen trzymanego jeszcze przez rojalistów. Na obszar ruszył Mały Tabor – mniejsza i złożona w dużej mierze z ochotników armia buntowników, jednak prowadząca ze sobą dwie ciężkie kartauny. Przybrany kuzyn Ruprechta, Olaf Sektiebe wydał im i przegrał bitwę na polach pod wioską Baissin. Jego rycerstwo praktycznie nie ucierpiało lecz spędzona przez niego chłopska milicja uciekła po pierwszej salwie z taboru a część jeszcze przed bitwą przeszła na stronę buntowników. Sektiebe wraz z rycerstwem uciekł osłaniany przez lojalną straż dróg. Po bitwie, Helmut „Rzeźnik” Werner, wódz Małego Taboru (i przed wojną istotnie rzeźnik z Geshburga), uporządkował szeregi, odesłał większość chłopów do domów, kilku biorąc na przewodników i ruszył na Ufen. W końcu stycznia stanął pod zamkiem i rozpoczął oblężenie, szykując stanowiska pod mające skruszyć mury kartauny. Sektiebe zostawił w Ufen załogę złożoną z części swych rycerzy, wiernych chłopów z milicji, traperów, strażników dróg i straży leśnej. Sam, według zeznań chłopów, na czele kilkudziesięciu rycerzy pognał w stronę Averlandu.
Jednak to, co najważniejsze, działo się w chronionych hasłami tematach poszczególnych graczy, gdzie knuli oni swoje intrygi, planowali akcje propagandowe, umieszczali noty dyplomatyczne oraz wysyłali do boju wiernych żołnierzy… Teraz, kiedy już wiemy, że do sesji po przerwie raczej nie damy rady już wrócić, zahasłowane tematy są udostępnione i każdy zainteresowany może sobie do nich swobodnie zaglądać; co w nich można znaleźć? Naturalnie także suche rozkazy, co do ilości produkowanego sprzętu, wymarszu armii czy wynajmowanych szpiegów, ale również fabularyzowane wstawki zarówno dyplomatyczne, jak batalistyczne:
Rozkazy zostały wydane. Także i Ruprecht nie próżnował. Gwardia Averlandu ruszyła ku lewej flance Świętego Zastępu. Ten pośpiesznie formował się w obronny trójkąt. Nie można było tam wiele więcej uczynić. Pozostawało mieć nadzieję, że strzały Bretończyków przerzedzą dostatecznie jej szeregi, chłopi dojdą szybko, zaś górale uporają się szybko z chorągwią Braszowa. Tarczownicy ruszyli naprzód. Również i reszta wrogiej jazdy ruszyła. Widziałeś jak przejeżdżając przed frontem pikinierów Błękitni Dragoni i Averowie zasypują ich pociskami. Dziesiątkowani od pół godziny pikinierzy zachwiali się, kilkunastu ludzi cisnęło precz broń i rzuciło do ucieczki. Na szczęście wraży konni pomknęli ku północnej flance, przeciw twojej jeździe. Czterdziestu weteranów z Pfeildorfu tylko na chwilkę przechyliło tam szale na korzyść Republiki. Przybyłeś w sam czas. Także widok maszerujących karnie tarczowników podniósł morale. Ciężkozbrojni zabezpieczyli flanki pikinierów. Ty zaś krótką, lecz chwytającą za serce mową uczyniłeś z nich na powrót oddział zdolny do walki. Twym słowom akompaniował świst strzał Bretończyków. Spadły na Błękitnych Rajtarów. Także szarżującą gwardię dosięgły dwie salwy. Dobiegł stamtąd potworny huk, gdy przyboczni Ruprechta zderzyli się ze Świętym Zastępem.
Puginał gwardii przebił się przez włócznie, tarcze, zbroje najemników i wytoczył krew. Klin Averlandczyków zagłębił się w ciało oddziału. Po czym utknął. Uwiązł w elastycznej, gęstej jak smoła hurmie pieszego ludu. Akolici zwarli szeregi. Mieli włócznie z długimi grotami i zakrzywione szable. Długie mocne tarcze, pół zamknięte hełmy i łuskowe zbroje. Byli jednymi z najlepszych żołnierzy w starym świecie. Dyscypliną przewyższali gwardię, umiejętnościami walki dorównywali jej. Ale ustępowali opancerzeniem. Klin drgnął i zaczął powoli brnąć do przodu. Najemnicy cofali się odcinając. Niecałe sto metrów dalej strzelali Bretończycy. Rycerze na wielkich rumakach górowali nad ciżbą pieszych. Część strzał spadała w Święty Zastęp lecz większość dosięgała gwardii. Dalej, przez dym i las włóczni, dostrzegłeś jak resztki chorągwi Braszowa odrywają się od górali, zmykając na łeb na szyję. Kilku uciekających dosięgnął jeszcze wystrzał z ognistego działa. Część górali, bez szans na dogonienie skoczyła za nimi. Większość jednak, skierowana przez dowódców, runęła na flankę i tyły Ruprechta. Dalej, mijając Bretończyków, spieszyły dwie i pół setki chłopów.- Panie! – Stojący obok chorąży pociągnął cię za rękę.
Spojrzałeś na północ. Twoja jazda została rozbita. Niedobitki prysły w stronę lasu. Zaś Averowie, Nulneńczycy i dragoni, ponad dwieście koni, pędzili wprost na ciebie. Powitała ich salwa Bretończyków. I druga. Strzały ściągnęły z siodeł czwartą część konnych. Koczownicy posłali nawiję, rajtarzy wypalili z daleka, z niewielkim skutkiem. Po czym dobyli szabel. To nie miał być karakol! To było decydujące uderzenie zaplanowane przez Ruprechta, na chwiejącą się flankę wojsk Republiki. (…)
Jak stoi wyżej – sesja niestety padła, to, co było jej ogromną siłą, ten wspaniały fabularny potencjał, który wpływał na emocje płynące z uczestniczenia w grze, wymagał ogromnego nakładu czasu i wielkiego wysiłku, który był możliwy, jak pisał Bounty, jedynie w czasach “względnego, studenckiego nieróbstwa”. W roku 2008 zawiesiliśmy nasze zmagania w Imperium, jak się później okazało – aby już nigdy ich nie wznowić.
Jednak pozostały wspomnienia i są to wspomnienia wspaniałe. Do tej pory pamiętam długie wahanie i rozterki przed napisaniem kolejnych rozkazów, które miały mieć ogromny wpływ na losy wojny i świat gry – nigdy wcześniej i nigdy później nie zdarzyło mi się poczuć i odegrać takiej odpowiedzialności w ramach gry fabularnej. Pamiętam wielką satysfakcję płynącą z faktu, że podejmowane działania mają realny wpływ na fabułę; czy też słodki posmak zwycięstwa podczas bitwy pod Buchenwald, tryumf podnoszonego do nieba, zdobytego Runefanga, mającego symbolicznie usankcjonować władzę Republiki w Sudenlandzie… Oraz emocje towarzyszące dramatycznej obronie i wreszcie okrutnej rzezi mojej stolicy:
Ciężkie były to chwile, gdy przemierzałeś miasto, w gruncie rzeczy nie wiedząc co dzieje się z twoimi ludźmi. Budynki i barykady zasłaniały widok, Pfeildorf zasnuwał dym. Zewsząd wystrzały, krzyki i szczęk oręża. Krążyłeś od barykady do barykady, dodając ludziom otuchy, a wszędzie gdzie się pojawiłeś w obrońców wstępował nowy duch. Dowodził Corleone. Obserwowałeś tylko przemieszczanie się odwodów i rzeź atakujących na ulicach. Co jakiś czas otrzymywałeś suche raporty. Ale widziałeś dziesiątki rannych napływających z zabudowań, skąd szli bądź ich niesiono do położonych na tyłach szpitali, gdzie nieliczni medycy, kapłani i siostry Shallyi próbowali ratować im życie. Największe straty ponosili niewyszkoleni ochotnicy. Mogli rzucać kamieniami, lecz w starciu oko w oko z zawodowymi żołnierzami czy choćby z opancerzonymi jak raki, szkolonymi od dzieciństwa w szermierce rycerzami byli bez szans. Kilka razy wystrzeliłeś stojąc na barykadzie. Rapiera nie dobyłeś. Raz spadłeś gdy zabłąkana kula otarła ci się o skroń. Od razu zabrano cię na tyły, opatrzono. Wstałeś i walczyłeś dalej. Nie wiedziałeś ile czasu minęło. Zdawało się, że szturm słabnie. Tylko w północnej części miasta wciąż nie ustawał zgiełk bitwy. Byłeś przy środkowej barykadzie, na ulicy Targowej, prowadzącej do rynku, gdy zaczęli nadciągać stamtąd uciekający, głównie cywile, ale i pojedyńczy żołnierze. „Miasto padło” – słyszałeś wykrzykiwane słowa. Zaciężni Wernera trzymali się twardo lecz wśród mieszczan i górali pojawiły się pierwsze symptomy paniki. Nadjechał na swym gniadoszu, w tileańskim hełmie i napierśniku osmolony Corleone. Szarpnął za lejce i zeskoczył z konia.
- Nie jest dobrze – wydyszał krztusząc się dymem. – Myrmydio jak tu śmierdzi! Odparliśmy wszystkie szturmy na główne ulice, wytłukliśmy tak na moje oko z połowę rycerstwa Averlandu. Chorągwie ze Streissen, Averheim i Pogranicza Stirlandzkiego zdziesiątkowane, nikt z tych co zostali nie już pójdzie w ogień. Ponoć raniliśmy Olafa Sektiebe. Averlandcy dragoni i nulneńscy rajtarzy zdobyli i trzymają naście budynków przy ulicach i murach. Mimo kontrataków nie udało się ich stamtąd wykurzyć. Większość min nie zadziałała, szkoda że nasi saperzy są przy Wielkim Taborze. Na południu, i tu przy Targowej było najciężej. Walki w budynkach pochłonęły nasze wszystkie rezerwy. Ale najgorzej – spojrzał w kierunku tłumów przecinających rynek – Jest na północy.
Przypadł do ciebie, upewnił się, że nikt nie słyszy.
Ulicą obok przewalał się spanikowany tłum. Ranni żołnierze, kobiety z dziećmi na rękach. Przebiegł góral z obłędem z oczach. Przegalopował tratując innych bretoński rycerz na koniu.- Ledrik, to koniec – wyszeptał Tileańczyk. – Zajęli całą północną część miasta, razem z murami. Odcięli nas od przystani. Bretończycy załatwili ogry i chorągiew Braszowa ale sami poszli w niewolę. I zdaje się…venir ici garcon, donnez votre opinion – przerwał wołając obandażowanego, młodego pocztowego z bretońskiej chorągwi
- Le jeune prince est mort – trajkotał po swojemu Bretończyk.- Zdaje się – kontynuował kondotier – że zabiliśmy Ruprechtowi syna.
I ponieważ wspomnienia te nie tylko są niezatarte, ale w dodatku łatwo można je sobie odświeżyć, zaglądając na forum – Imperium w Płomieniach zasługuje na tytuł niezapomnianej sesji jak żadna inna, co pewnie potwierdzą wszyscy, którzy brali w niej udział!
Ewentualnymi uwagami czy wątpliwościami na temat sesji można podzielić się w temacie z dyskusją na Strefie Forumowych RPG.
p.s. Wszystkie cytaty użyte w notce są autorstwa Bounty’ego, czyli inicjatora i współprowadzącego “Imperium w Płomieniach”.


09-09-2009 - 16:01
O i jest kolejny wpis. Osobiście dziękuję, bo moja kampania do WFRP w dużej mierze odwołuje się do wojny domowej (“Wewnętrzny wróg”) i trzyma miejscami podobny klimat jak tutaj.
Poczytam, pewnie znajdę inspirację dla siebie.
No i oczywiście dodaję do zestawienia karnawałowiczów.
09-09-2009 - 16:28
Osobiście nieskromnie polecam Południe i moje zmagania ze złym i plugawym karłem reakcji Ruprechtem z Averlandu
Poważniej – sądzę, że nie tylko mi będzie bardzo miło, jeżeli komukolwiek w erpegowaniu nasza gra pomoże – czy to inspiracją, czy fajnym motywem do ściągnięcia.
Aha, dla porządku dodam, że wszystkie cytaty użyte w notce są autorstwa Bounty’ego, czyli inicjatora i współprowadzącego “Imperium w Płomieniach”.
13-09-2009 - 06:25
Tekst może wydawać się długi, ale trochę mało :] Miło się czytało (może też dlatego, że brałem udział w tej sesji), ale odczuwam niedosyt. Jakby chęć wsiąknięcia na nowo w ten klimat i te emocje.
To zdecydowanie niezapomniana sesja
14-09-2009 - 22:05
[...] 20. Wpis Paradoksa – wojna domowa w Imperium, sesja PBF. [...]